Kategoria: News

Bez kategorii, News

II Eliminacje Mistrzostw Polski Seniorów – Śrem

Klub Petanki Ciechan po raz pierwszy startuje w EMPS-ach, stąd doświadczenia mamy jeszcze różne. W I eliminacjach rozgrywanych we Wrocławiu zajęliśmy miejsce 44 (na 66 zespołów), w Śremie w ostatnią sobotę udało nam się odnieść cztery zwycięstwa (przy trzech porażkach), co pozwoliło uplasować się na 20 pozycji (na 61 startujących ekip). Zespół w składzie Artur Bobiński, Tomasz Skrzyniecki, Mariusz Stawicki po dwóch eliminacjach zajmuje miejsce 33. Aktualną klasyfikację znajdziecie pod adresem: http://petanque.net.pl.

Jako że petanque to jedna z “zabaw przyjemnych i pożytecznych”, łączymy sport z wyprawami turystycznymi oraz życiem towarzyskim. W trakcie wyjazdu do Śremu zadzierzgnęliśmy pozytywne relacje z przesympatycznymi bulerami z Jeleniej Góry, których serdecznie pozdrawiamy!

Atmosferę naszych wyjazdów możecie poczuć zaglądając do galerii, gdzie dokonałem małej reminiscencji – fotki zgrupowane w jednym albumie upamiętniają wyprawy do Gdańska, Wrocławia i Śremu:

Galeria.

 

Bez kategorii, News

Artur i Hania wygrywają w Gibach!

 

30 maja, w niedzielę, wzięliśmy udział w niezwykłym, kameralnym turnieju petanque w Gibach. Nadal czekamy na oficjalne wyniki, ale możemy się pochwalić sukcesem: Artur i Hania Bobińscy reprezentujący Klub Petanki Ciechan zajęli pierwsze miejsce w gronie 11 startujących dubletów. Mikołaj i Mariusz Stawiccy zakończyli zawody na ósmym miejscu.

Gratulacje dla zwycięzców, wielkie podziękowania dla organizatorów: Izy i Andrzeja. Kto nie był, niech żałuje. Żeby poczuć nadzwyczajną atmosferę imprezy, wystarczy obejrzeć kilka uchwyconych przez nas  – chciałoby się powiedzieć “na kliszy”, ale trzeba rzec “na kartach pamięci” – chwil.

Galeria.

Do następnego razu!

Artykuły, News

Petanque i Zen

Mistrz Kaisen Petanque. Doskonałość sztuki – fragm.

Co więc jest największym problemem gracza petanque? To zatrzymanie ciała i ducha w jednym miejscu, na przykład w nadgarstku, nogach, czy biodrach, podekscytowanie wygraną lub strach przed porażką, złe myśli i wszystkie stany ducha, nie licząc przywiązania do gry, do kul i do samego terenu. Jest również kwestia chęci udowodnienia doskonałości swojej techniki, chęci pokazania się przed innymi, bycia egocentrycznym, co przeszkadza w rozluźnieniu się. Tak naprawdę, chodzi tu o napięcie. Bez przerwy powinniśmy się rozluźniać, pozostawiać umysł swobodnym i do niczego nie przywiązanym. Nasze nadgarstki, całe nasze ciało nie są nigdy wystarczająco miękkie, więc nasz duch jest napięty i skostniały. Podczas turnieju, gdy rozluźnimy się i będziemy stawać się coraz bardziej elastyczni, przeszkadzające emocje nie będą mogły nami zawładnąć, gdyż umysł będzie także w trakcie rozluźniania się. Wtedy, gdy powstaną emocje, będą one się rozpuszczać w płynności naszego ciała-ducha, zwiększając jeszcze naszą elastyczność, ponieważ emocje same w sobie, nie są ani dobre ani złe. To my możemy stworzyć z niej przeszkodę lub wyzwolenie i dobre samopoczucie. Jeżeli wpadniemy w niewolę emocji, to ona nami zawładnie. Wtedy, gdy spróbujemy ją przepędzić, ona nie znika, tylko pozostaje odłożona gdzieś z boku. Tam kształtuje się i czeka, aby znów pojawić się jeszcze silniejsza. możemy wtedy stracić od 40 do 60, lub więcej, procent skuteczności. Myślę, że nigdy nie powinniśmy zaniedbywać prawidłowej techniki, nawet w trakcie treningu, ponieważ niedbałe rzucanie kulek tworzy złe przyzwyczajenia, gdyż pamięć wszystko rejestruje. Złe tendencje pojawią się ponownie w trakcie meczu, w chwili, gdy wcale się tego nie spodziewamy. To pozwala nam zrozumieć, że nie chodzi już o petanque, ani o kule, lecz o to, by zjednoczyć ciało-ducha, ponieważ gdy nie będzie on zrównoważony, to nasza gra będzie będzie żałosna.

Dobrą metodą kontrolowania umysłu i ciała lub zjednoczenia umysłu z ciałem jest bycie świadomym oddechu. Wydech nosem, głęboki aż do podbrzusza rozluźnia ramiona i ciało-ducha. Dłonie są wówczas lepiej ukrwione, mózg lepiej dotleniony, co powoduje, że świadomość oka staje się świeża. Graczom petanque nie trzeba przypominać, że dostosowywanie się do stale zmieniającego się dystansu w grze oraz ukształtowania terenu, jest sprawą podstawową. W trakcie pierwszej godziny gry wszystko może iść dobrze, jednak w miarę rozgrywanych partii duch i ciało napinają się, a to przeszkadza naszym umiejętnościom. Należy więc kontrolować oddech, rozluźniać ciało i grać w meczu tak samo, jak podczas treningu. To warunkuje naszą regularność, a właśnie regularność w grze czyni z nas dobrego gracza. Granie dobrze od czasu do czasu i źle w innych momentach nie popchnie nas do przodu. W lecie, kiedy jest bardzo gorąco, głęboki i regularny oddech wentyluje ciało, mniej się wówczas pocimy. Duch stabilizuje się, a ręce pozostają pewne i elastyczne.

Oddychajcie głęboko przez nos, spróbujcie doświadczyć tego sposobu oddychania oraz świadomego, ciągłego rozluźniania różnych części ciała, a zobaczycie wówczas do jakiego momentu wasz talent będzie się wyrażał w naturalny sposób.

Gdy od początku nie będziemy przywiązani do pojęcia wygranej, to nie pojawi się strach przed porażką. Granie, robienie postępów w swej sztuce, to powinno nam wystarczyć, nawet podczas turnieju. Nie ma potrzeby myśleć o tym, co będzie, ani o tym co było, bo to niepotrzebnie przeciąża umysł.

Dla długiej praktyki najlepsze jest maksymalne zmniejszenie osobistego wysiłku w momencie wyrzucania kuli, dotyczy to zarówno stawiania, jak i strzelania. im mniej woli będziemy wykorzystywać, tym dłużej utrzymamy rytm długich zawodów, nie gromadząc niepotrzebnych napięć. To ważne, gdyż napięcia te przerodzą się w agresję, która będzie bardzo przeszkadzać zarówno innym, jak i nam samym. A więc praca, praca i jeszcze raz praca nad nadgarstkiem i balansem ciała. Powinniśmy mieć to cudowne odczucie, kiedy kula sam z siebie opuszcza dłoń. Wszyscy przeżyli takie chwile, gdy wszystko staje się łatwe i dzieje się bez wysiłku. Są takie dni, które nazwalibyśmy boskimi lub nadzwyczajnymi. większość graczy poszukuje tego stanu, lecz pojawia się on przy niewielu okazjach. Zatem, im więcej będziemy trenować, aby rzucać kule bez wysiłku, tym częściej ta wyjątkowa okazja stawać się będzie codzienną praktyką i ciągłym rzutem.

Tłumaczenie pobrane ze strony http://www.kapitankuleczka.org/zen.html (poprawiłem drobne literówki:)

A to notka o autorze (swoją drogą – fascynująca biografia):

Mistrz Kaisen, urodził się w 1952 roku w Noyon we Francji. Kiedy rodzice się rozwiedli, jego ojciec – Polak, zabrał go do Polski, i tu spędził znaczną część dzieciństwa. Dla małego chłopca, urodzonego w wolnej Francji, przyjazd do komunistycznej Polski w latach sześćdziesiątych był szokującym doświadczeniem. Nie znając biegle języka, z dala od rodziców – chłopiec został oddany pod opiekę surowej babci – musiał zderzyć się z wielką samotnością w obcym kraju. Życie codzienne w Polsce ludowej, widok cierpienia obudziły w nim najistotniejsze pytania. Tutaj, wychowywany w duchu chrześcijańskim, był ministrantem. Po powrocie do Francji był stróżem w katedrze w Noyon oraz pracował jako przewodnik w muzeum Kalwina. Pomimo ścisłych związków z kalwinizmem i katolicyzmem nie znalazł odpowiedzi na nurtujące go pytania. Postanowił więc poszukać praktyki, która odpowiadałaby jego wewnętrznym poszukiwaniom. Trenując sztuki walki zetknął się z drogą Nie-strachu. Później, zafascynowany pierwotną tradycją Wschodu wyruszył do Chin, gdzie w małej górskiej świątyni przez kilka miesięcy wiódł życie mnicha. Mistrza Taisena Deshimaru spotkał po raz pierwszy w 1968 roku w Paryżu, jeszcze przed wyjazdem do Chin. Po powrocie spotkał go ponownie i od tego czasu nieprzerwanie podążał za jego nauką i pomagał w organizowaniu misji aż do śmierci Mistrza w 1982 r. Święcenia mnicha przyjął w 1979 r. otrzymując imię Sando Kaisen. W 1989 roku, zaproszony, przyjechał po raz pierwszy do Polski. Z czasem utworzyła się tu wspólnota uczniów chcących podążać za jego nauką.
Na co dzień Mistrz Kaisen mieszka w klasztorze Ho Sho Ji we Francji. Klasztor, znajduje się w pobliżu Belves – uroczej miejscowości, z zabytkową średniowieczną zabudową, w regionie Dordogne. Klasztor w tym miejscu istnieje od 3 lat. Wciąż trwają tam prace remontowe i budowlane. W najbliższym czasie planowana jest rozbudowa dojo – sali medytacji. Wokół można podziwiać budzący zachwyt ogród zen.

Artykuły, News

Historia gry

Historia petanki to nie tylko zdarzenia, ale także swoisty ethos. Nie mamy wątpliwości, że z tą grą wiążą się pewna filozofia życia oraz świat przeżyć dla setek tysięcy ludzi miły i bliski.

Jak każda prawdziwa historia nasza opowieść musi się rozpocząć zgodnie z odwieczną poetyką: Dawno, dawno temu (5 tysięcy lat!), tuż nad brzegiem południowego morza, w cieniu palm i piramid, wśród wrzasku cykad, Egipcjanin wziął do ręki kulę… Potem byli – jak to zwykle na lekcjach historii – Grecy. Ci preferowali grę siłową – rywalizacja polegała na wyrzucaniu kul (kamiennych) na jak największą odległość. Rzymscy legioniści, wbrew stereotypom, nadali grze bardziej finezyjny i precyzyjny charakter. Stosowali kule drewniane, z czasem pokrywane metalem. Oni także wymyślili “świnkę”.

W okresie najazdów barbarzyńców “gra w kule” zanika (z czego wniosek, że jest to rozrywka umysłów szlachetnych;)). Odradza się w okresie średniowiecza i zyskuje popularność tak wielką, że w XIV wieku jej uprawianie zostaje zakazane. Królowie Francji uznali, że poddana im ludność powinna zająć się czymś bardziej pożytecznym. W sukurs zwolennikom “bul” przyszli papiści. W XVI wieku papież Juliusza II, pragnąc powrotu stolicy apostolskiej do Włoch, zebrał najlepszych graczy w drużynę, która miała być niepokonana w rzucaniu kamieniami.

W XVII wieku zwolennicy rzucania kulami znowu popadli w niełaskę. Przeciwnicy gry spowodowali, że znowu jej zakazano. Mimo to “wyznawcy” spotykali się w tajemnicy, by kultywować tradycję. Bardzo często grano w klasztorach. To właśnie mnisi byli tymi, którzy budowali pierwsze (kryte!) “bulodromy”. Na szczęście zakaz gry zniesiono po kilku latach. Popularność gry rosła w obu krajach. Rabelais mawiał: “Ani reumatyzm, ani inne choroby nie są w stanie powstrzymać kogokolwiek przed tą grą. Jest ona odpowiednia dla ludzi w każdym wieku, młodych i starych”.

Renesans gra przeżywa w XIX wieku. Wtedy to powstają zasady Jeu de Provencal – z perspektywy współczesnych graczy w petanque bardzo skomplikowane. W 1910 roku grupa zawodników uprawiających Jeu de Provencal postanowiła uprościć te reguły, by uczynić grę bardziej powszechną. Przede wszystkim skrócono dystans rzutów oraz wyeliminowano rozbieg, uproszczono także system liczenia punktów. Tak powstała dyscyplina nazywana petanque. Etymologia nazwy gry wywodzi się ze słów prowansalskich ped tanco, (fr. pieds tanqués), które oznaczają “stopy razem”. Ułatwienia spowodowały szybki wzrost popularności petanki oraz jej rozprzestrzenianie się poza Prowansję – najpierw na Szwajcarię i Belgię, następnie Kanadę i Australię. Dziś trudno znaleźć kraj, w którym nie uprawia się tej dyscypliny.

W 1959 roku w Spa w Belgii rozegrano pierwsze mistrzostwa świata. Obecnie trwają starania, aby uczynić grę “w bule” dyscypliną olimpijską.

Bez kategorii, News

Zasady gry w 15 punktach

 

1. Petanque (inne nazwy: petanka, boule) jest grą z rodziny gier kulowych (Boules). Rozgrywka toczy się pomiędzy dwiema drużynami lub dwiema osobami:
3 graczy przeciw 3 graczom – „triplet”; grający używają po dwie kule,
2 graczy przeciw 2 graczom – „dublet”; grający używają po trzy kule,
1 gracz przeciw 1 graczowi – „singiel”; grający używają po trzy kule.

2. Grać w kule można prawie na każdym terenie – może to być na przykład ubita ziemia lub żwir. Wyznacza się boisko o wymiarach 4×15 metrów (min. 3×12), ale do gry rekreacyjnej taka dokładność nie jest wymagana. Na poziomie popularnym boiskiem może być każdy płaski teren o utwardzonej nawierzchni: wiejska uliczka, podwórze, skwer, alejka w parku. Na turniejach gra odbywa się na tzw. bulodromach.

3. Do gry używa się kul stalowych o określonych parametrach:
średnica: 70,5mm – 80mm,
waga: 650g – 800g,
i małej drewnianej kulki zwanej „buszon” , „cochonnet”, „jack” – po polsku najczęściej „świnka” o średnicy 30 mm.

4. Drużynę lub osobę rozpoczynającą rozgrywkę wybiera się losowo – najczęściej poprzez rzut monetą.

5. Gracz rozpoczynający wybiera miejsce rzutów i rysuje na ziemi okrąg nie mniejszy niż 35cm i nie większy niż 50cm, z tego okręgu rzuca się kulami stojąc obiema nogami w narysowanym okręgu. Obie stopy rzucającego muszą znajdować się wewnątrz okręgu i mieć kontakt z podłożem do momentu dotknięcia rzucaną kulą ziemi.

6. Gracz rozpoczynający rzuca małą drewnianą kulkę na odległość 6m – 1Om, zachowując odległość około 1m odstępu od przeszkody (mur, drzewo).

7. Gracz rzucający świnką ma prawo do trzech prób, jeśli nie uda mu się umieścić świnki zgodnie z przepisami, rzut świnką przechodzi na przeciwników, co nie pozbawia pierwszeństwa rzutów we właściwej grze.

8. Gdy świnka jest umieszczona na boisku, nie wolno poprawiać ani zmieniać terenu boiska. Wolno jedynie wyrównywać zagłębienia powstałe w wyniku rzucania kulami (jedno zagłębienie przed rzutem).

9. Gracz rozpoczynający rzuca kulą stalową możliwie blisko małej kulki.

10. Gracz drużyny przeciwnej rzuca kulą starając się umieścić swoją kulę bliżej świnki albo wybić, usunąć kulę rywala.

11. Grę kontynuuje drużyna, osoba, której kula jest dalej od małej kulki do momentu umieszczenia swojej kuli bliżej małej kulki.

12. Gdy drużynie (osobie) przegrywającej „skończą się” kule, drużyna przeciwna (osoba) stara się umieścić resztę swoich kul bliżej małej kulki.

13. Gdy zespoły (osoby) nie mają już kul, następuje obliczenie punktów. Wygrywający dostaje tyle punktów, ile kul umieścił bliżej małej kulki (punktują kule lepsze od najlepszej przeciwnika).

14. Drużyna (jeden z jej graczy), która wygrała, wybiera miejsce rzutu (w sposób wyżej opisany, pamiętając o tym, że koło powinno zbyć narysowane lub umieszczone wokół punktu, który zajmowała w poprzedniej grze świnka) ) oraz rzuca świnką i pierwszą kulą. Rozpoczyna się następna rozgrywka.

15. Wygrywa drużyna, osoba, który pierwsza zgromadzi 13 punktów.

Uwaga: Przesunięcie świnki nie kończy gry, jeśli pozostaje ona w obrębie boiska. Wybicie świnki poza linie boiska powoduje „skasowanie” gry, chyba że jedna z drużyn nie ma już kul. W takiej sytuacji wygrywa drużyna, która ma jeszcze kule „na ręku”, zdobywając tyle punktów, iloma kulami dysponuje.